Słońce powoli zachodzi. Po raz pierwszy, od kiedy przeprowadziłam się tutaj, widzę ładny zachód słońca. Mimo, iż co chwilę, pada deszcz, to słońce przedarło się przez ciężkie chmury. Taki jeden z nielicznych pozytywnych akcentów ostatnich dni.
Praca w Stowarzyszeniu coraz bardziej mnie dołuje. Myślę, co mogę jeszcze zrobić i jak pomóc. I nic. Nikt nie mówił, że będzie łatwo, ale tak naprawdę, to z każdym tygodniem widzę coraz większy problem. Niby mogę pójść na spotkanie motywacyjne i pogadać o tym z tymi, którzy się na tym znają. Ale po każdej takiej wizycie, mam jeszcze większą ochotę walnąć to wszystko w cholerę.
Na uczelni też nie jest najlepiej. Panują dość ponure nastroje. Zapowiada się naprawdę nieciekawy semestr, w czasie którego każdy będzie przeciwko każdemu. Pierwsze zgrzyty już za nami. O tym, że "umów się dochowuje" wiedziałam od dawna- tym bardziej, że wydawało mi się, że jesteśmy dorosłymi ludźmi i w miarę się szanujemy i lubimy. Ale dopiero niedawno dowiedziałam się, że to zamało. Nie wiem, tylko czy aby napewno mnie to tak rusza jak kiedyś. Jeszcze rok temu ciskałabym w furii wszystkim czym tylko się da. Może jedyny plus tego wszystkiego jest taki, że wycofałam się z tych "przyjaźni", zanim zaangażowałam się w to poświęcając bez końca.
Inna sprawa, to jak zauważyła parę dni temu K. - staję się bez sumienia. W tym miejscu powinnam zrobić wywód usprawiedliwiający się. I w zasadzie... czemu nie. Bo co znaczy, że jestem bez sumienia? To, że podchodzę do pewnych spraw racjonalnie i z dystansem? Nie można nad każdą, pojedynczą tragedią rozczulać się. Tak, to są smutne historie, tragedie rodzin, bliskich i przyjaciół, ale z drugiej strony nie można wariować i robić z tego zamieszania.
Właściwie, cała ta notka miała być o czymś innym... O czymś ważnym, o marzeniach, o planach. Nie wiem, do czego to wszystko dąży. Goniące myśli w mojej głowie, nie pozwalają się zatrzymać. Wiem, że potrzebuję wstrząsu, który sprawadzi mnie na ziemię, do rzeczywistości.
"Myślę, jak urzeczywistnić to co wiem, ale czego nie umiem uchwycić.
Ściąga mnie w dół. Ziema tkwi we mnie na dobre, w moich kościach krąży pył..."
W. Wharton "Ptasiek"